wtorek, 14 listopada 2017

O byciu sobą


Postanowiłam rozwinąć pewne kwestie z pierwszego postu i wnieść trochę światła na sprawę. Temat jest na tyle rozwlekły, że będzie się przewijał jeszcze przez wiele kolejnych wpisów. Blog jest swojego rodzaju manifestacją drogi jaką obrałam i został stworzony by pomagać innym. Jeśli znajdujesz tutaj treści dla siebie - bardzo się cieszę. Dzielcie się swoimi spostrzeżeniami w komentarzach. Serdecznie zapraszam.

Nie wchodząc w tematy wcześniejszych inkarnacji w psychologii panuje pogląd, iż przychodzimy na świat jako czysta, niezapisana karta - tabula rasa. Co nie zmienia faktu, że będąc jeszcze w łonie matki już nabywamy pewnych doświadczeń. Ciekawostką np. może być to, że dźwięk suszarki do włosów działa na nas usypiająco, głównie dlatego, że przypomina szum wód płodowych i kojarzy się z bezpieczeństwem. Od narodzin jesteśmy czyści, niewinni, nie skażeni potrzebą oceniania innych, chęcią dopasowania się w hierarchii czy palącego pragnienia posiadania duchowego przewodnika jak Chrystus, Budda, Mahomet, etc. Formowanie postaw natomiast jest procesem długotrwałym i dokonuje się stopniowo podczas rozwoju jednostki. Najbardziej plastyczny okres dla tworzenia osobowości przypada na okres dziecięcy a jak wiadomo jednym z najistotniejszych czynników kształtujących tożsamość jest środowisko zewnętrzne.

Na chwilę obecną w psychologii wyróżnia się mnóstwo typologii charakteru, które zdają się być pewnym uproszczeniem, głównie ze względu na możliwość umiejscowienia danej jednostki w stricte ustalonym schemacie. Takim jest np. znany wszystkim już od starożytności podział na cztery różne temperamenty: choleryka, melancholika, sangwinika i flegmatyka, według Hipokratesa, dwubiegunowa struktura osobowości: biofilnej oraz nekrofilnej u E. Fromm'a czy zarys Carl'a C. Jung'a ekstrawertywny i introwertywny, albo Kretschmer'a o czterech rodzajach budowy ludzkiego ciała (leptosomiczny, pykniczny, atletyczny czy dysplastyczny). Przykładów można mnożyć. Powstały one w dużej mierze po to by lepiej przewidywać potrzeby konsumpcyjne sprawnie zaprogramowanej mechanicznie jednostki. Dlaczego zaprogramowanej? Ponieważ "przeciętny", czy raczej mieszczący się w normach charakter zwykłego człowieka NIE JEST jego dojrzałym charakterem. W moralnym aspekcie taka osoba w ogóle nie posiada charakteru. Jest to raczej zespół specyficznych cech, które wraz z wiekiem poprzez utrwalanie się - zakorzeniają się głęboko w sferze osobowości. I jest to bardzo specyficzny rodzaj niewoli, na który godzi się prawie każdy z nas, głównie dlatego, że mamy wrażenie, że mamy kontrolę i siłę sprawczą nad kształtowaniem siebie i swojego życia. Jak jednak już wspomniałam - jest to tylko wrażenie.

Pierwsze akty zewnętrznej manipulacji dokonują się we wczesnym dzieciństwie przez rodziców. Złe wzorce z domu mogą odcisnąć się piętnem na całym późniejszym życiu o czym za jakiś czas napiszę osobny artykuł z dokładnymi przykładami z typowo patologicznej rodziny, w której sama się wychowywałam. Chłonne i plastycznie dziecko  przyswaja wpajane mu reguły podczas procesu wychowawczego i tak manipulacja zewnętrzna przeradza się w samomanipulację. Z czasem powoduje to wewnętrzną walkę, którą wygrywają zazwyczaj mechanizmy obronne. Tym oto sposobem co nie zostanie wyperswadowane przez otoczenie podlega automanipulacji - czyli zostaje przejęte przez, któryś z wykształconych mechanizmów obronnych. W rezultacie człowiek wyradza w sobie stały, utrwalony typ charakteru - skorupę, niezdolną do dalszego niezależnego rozwoju duchowego. Wolicjonalne więzienie.
Zatem całościowy obraz osobowości zależy w głównej mierze od systemu oraz przynależności do określonej grupy społecznej. Sama osobowość natomiast stała się produktem rynkowym. Sprzedajemy się zawsze i wszędzie, stanowimy w głównej mierze towar i owy towar jako charakter produkuje się taśmowo w procesie edukacyjnym. Ale o nieużyteczności i śmieszności polskiego systemu edukacji będzie jeszcze okazja wspomnieć. W każdym razie ten kto uformował pożądane cechy charakteru na szczeblu rynkowym ma szansę by zaistnieć w hierarchii na wysokim stanowisku i zająć miejsce w długim rzędzie świń na rzeź. Zgodnie z tzw. "odgórnym planem", przeciętny charakter musi być przydatny jako polityczny czynnik wyborczy, jako konsument oraz jako siła robocza.

Przeciętny konformista, opancerzony w mechanizmy obronne i wyposażony w serwilizm - nie jest w stanie egzystować samodzielnie. Uderzył mnie fakt jak wielu ludzi podczas rozmów ze mną uważa, iż nie jest w stanie przyjąć do wiadomości, że można nie wyznawać żadnego religijnego credo a system moralnych zasad opierać jedynie na swoim własnym, niczym nie skrępowanym sumieniu.
Korzyść z takiego obrotu sprawy odnoszą przede wszystkim ci, którzy boją się życia natomiast poddawanie się cudzej manipulacji jest dla nich wygodne gdyż zapewnia im poczucie bezpieczeństwa. Rzekomą "korzyść" miażdży jednak bezapelacyjnie fakt, że nie wychodzenie poza strefę komfortu jest końcem rozwoju osobistego. Osobowość manipulowana, pod wpływem manipulacji staje się na nią podatna coraz bardziej, tym samym stając się bez wolną kukiełką.
Bywa, że taki "styl bycia" wymusza perfekcjonizm co toruje drogę do nerwicy z natręctwami. Jednostka dąży do ścisłego przestrzegania norm odsuwając od siebie jak najdalej swoją indywidualność, wcale nie odnotowując przy tym z jak głęboką stratą się to wiąże.

W przedstawionym wyżej procesie dochodzi do zablokowania drogi do samodzielnej realizacji a im mocniej ukształtowany społeczny charakter tym większa niedojrzałość. Tutaj często pada jakże głęboka kontra w stylu Kołcz Majk, że sami jesteśmy odpowiedzialni za swój rozwój i musimy postarać się "na maxa". Otóż narośl na tożsamości powstała w wyniku identyfikacji, nie ma nic wspólnego z rozwojem jedynie z samozakłamaniem i destrukcją procesu mentalnego dojrzewania.
A identyfikujemy się z innymi od samego początku naszego istnienia, począwszy od pierwszej figury i niektóre takie identyfikacje są już nie odwracalne. Później identyfikujemy się zgodnie z przekonaniem, że człowiek musi posiadać jakieś wzorce i ideały do naśladownictwa przy czym nieustannie towarzyszy tu również przymus oceniania. Cykl wartościowania wszystkiego i wszystkich towarzyszy nam całe życie, łącznie z edukacją wczesnoszkolną gdzie tresura i panująca w niej gradacja ocen jest uważana, za cenniejszą niż ufność w samodzielne odnalezienie się jednostki. Przenosimy to później na pole relacji oraz na siebie samych. A taka autocenzura i przesadny krytycyzm w stosunku do siebie jest potencjalnie niebezpieczny i może prowadzić do zaburzeń. Warto otaczać się osobami, które zamiast tego stosują podstawowe filary poczucia własnej wartości, jak np. samokceptację, która buduje głęboki szacunek i zdrowe mniemanie w stosunku do siebie.
Często jednostka, która z podobnych powodów nie darzy siebie aprobatą szuka jej u innych, myśląc, że to zaspokoi jej potrzeby emocjonalne, jednakże tak się nigdy nie dzieje. Dążenie do uznania jest jedną z elementarnych ludzkich potrzeb aczkolwiek poszukiwanie tego pierwiastka u innych nie sprawi, że on pojawi się u nas. Bywa, że jednostka w owym poszukiwaniu łączy się w grupę, gdzie łatwo można wyszczególnić główną rolę społeczną tzw. gwiazdę socjometryczną, czyli lidera. Członkowie grupy upatrują najwyższą wartość w uwadze jaką otrzymują od lidera co wytwarza pewien dystans, ponieważ osoba znajdująca się najbliżej gwiazdy jest dużo bardziej atrakcyjna towarzysko niż osoba zajmująca pozycję mniej znaczącą w grupie. Status względem lidera jest dla pozostałych znacznie istotniejszy niż kompetencje danego współuczestnika i zgodnie z efektem aureoli, im bliżej gwiazdy tym lepiej. To przykład, który idealnie ukazuje, że struktura hierarchiczna - tak często spotykana praktycznie wszędzie, czyni toksycznymi stosunki międzyludzkie, gdyż rzadko zdarza się by ludzie zajmowali wobec siebie równorzędne pozycje.

Na tym spuentuję już ten wpis. Z każdym kolejnym będę starać się opisywać jak pozbywać się różnorakich ograniczeń oraz jak ja sama to zrobiłam, ponieważ:
"Żyjemy w chorym świecie i sami stajemy się coraz bardziej chorzy".
Tak więc mam nadzieje, że będziecie mi aktywnie towarzyszyć w procesie opisu tych doświadczeń i tworzeniu tego bloga.
Pozdrawiam.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Percepcja. Psychologia procesów poznawczych.


Problemem komunikacji w ujęciu psychologicznym są w dużej mierze niedomówienia. Natomiast główną składową niedomówień jest błędne założenie, że konceptualizujemy ten sam świat. Spostrzeganie zmysłowe to odbieranie świata, a ten natomiast jest indywidualny dla każdego z nas. W klasycznej wizji świata podmiot pozostaje bierny, przedmiot aktywny. Błędnie zakładamy, że to co widzimy jest w odbiorze takie samo dla nas wszystkich, bo nie jest. I. Kant odwrócił relacje podmiot przedmiot, gdzie udowadnia, że to przedmiot jest bierny, a podmiot w swojej interpretacji - aktywny.
Jeśli chodzi natomiast o recepcje zmysłową - każdy posiada, że tak to nazwę, inny materiał wyjściowy, inną wrażliwość sensoryczną, do czego również dochodzi proces myślowy, który także odróżnia się u każdego z nas. Co za tym idzie, te czynniki wpływają na doświadczenie, które znów, u pojedynczej jednostki kształtuje się w odmienny sposób.
Spostrzeganie nie jest tożsame z odbieraniem wrażeń zmysłowych, dochodzi jeszcze bowiem ich interpretacja. Posługując się definicją spostrzegania jeszcze z lat 80-tych: jest to proces rozpoznawania, wybierania, organizowania i interpretowania bodźców zmysłowych w celu nadania sensu otaczającego nas świata.
Nasuwa się tutaj na myśl pewna buddyjska przypowieść o słoniu. Mistrz kazał nałożyć opaski na oczy trzem swoim uczniom. Następnie kazał im dotknąć rzeczy i sprecyzować co takiego dotykają? Pierwszy mówi, że trzyma coś na wzór węża, drugi objął daną rzecz rękami i stwierdził, że to baobab, trzeci natomiast sięgnął wysoko i wywnioskował, że dotyka sznurka. Później mistrz kazał ściągnąć im opaski. Okazało się, że wszyscy trzej dotykają tego samego słonia. Pierwszy trąby, drugi nogi, trzeci ogona.
Niestety jako społeczeństwo oceniamy w odniesieniu do całości, dysponując zaledwie wycinkiem z kompletnego obrazu. I nic szczególnego się nie dzieje jeśli uważamy, iż prawdą jest, że słoń to kawałek sznurka, gorzej jeśli do swojej błędnej tezy próbujemy przekonać innych. Dlatego przykładam dużą wagę do tego by moje posty były możliwie jak najbardziej obiektywne.
Jabłko nie jest czerwone, trawa nie jest zielona...
Zielona trawa wcale nie emituje zielonego światła. Trawa wchłania wszystkie fale świetlne o danej częstotliwości, łącznie postrzeganej przez nas jako kolor zielony. Tak więc trawa jest postrzegana w percepcji zmysłowej jako zielona tylko dlatego, ze ludzkie oko potrafi rozróżniać  długości fal. Wyłapana przez fotoreceptory na siatkówce oka fala (upraszczając bardzo ten proces) zostaje wysłana do kory mózgowej gdzie powstaje wrażenie widzenia zielonej trawy. Tak więc kolor powstaje w mózgowiu, nie jest obecny w obiekcie poznawanym.
Jak twierdzi wikipedia, w niektórych dichromatycznych substancjach (np. olej z pestek dyni) odcień barwy zależy nie tylko od spektralnych właściwości substancji, ale również od jej stężenia, głębokości lub gęstości.
Psy natomiast postrzegają w odcieniu czarno-białym.
Nietoperze posługują się echolokacją.
I znów: moje wrażenie zieloności jest subiektywne. Całkiem prawdopodobne, że moje wrażenie zieloności nie jest wcale pokrewne Twojemu, jedyne co robimy to konsekwentnie nazywamy coś "zielonym". Tak jak zostaliśmy wyuczeni.
Czy gdy odwrócimy się tyłem do trawy czy ona nadal będzie zielona? Nie, nigdy taka nie była. Przestaliśmy na nią patrzeć, więc nie odbieramy również wrażenia jej zieloności.
I. Kant twierdził, iż nie tylko postrzeganie koloru, ale również kształtu i wielu innych jest naszym wytworem. Wszelkie inne percepowanie - również czasu i przestrzeni także pochodzi od podmiotu, nie od przedmiotu.
Jest mnóstwo subiektywnych różnic w postrzeganiu, gdzie każda jest czymś uwarunkowana. Przyjmując, że ściana ma kolor kawy z mlekiem, możemy mieć różne wyobrażenie w zależności od tego ile mleka zazwyczaj do owej kawy sobie dolewamy. Ktoś może określić tę barwę jako beżową, inny zaś jasno-brązową czy kremową. Ukazuje to jaką rozbieżność potrafimy otrzymać gdy dyskutujemy jedynie o kolorach. A co w przypadku gdy zaczniemy percepować uczucia...?
Otóż takie sprawy dotykają nas głęboko, sięgają naszych lęków, kompleksów, straumatyzowanych wcześniej przeżyć, dojdzie także motyw związany z naszym ego a to w dużej mierze prowadzi do eskalacji konfliktów o niczym, tzw. afer koperkowych - o czym pojawi się wpis w przyszłości, poparty konkretnymi przykładami.
Tekst powstał jako wprowadzenie w temat "bycia sobą", ponieważ jestem świadoma, że niektóre moje poglądy są kontrowersyjne, dla niektórych nawet nie do przyjęcia. Na podstawie tego posta pokazuje, że każdy percepuje inaczej i ma do tego pełne prawo, tak samo jak do swobodnego wyrażania swojego zdania na poszczególne tematy.

wtorek, 7 listopada 2017

Wstęp - krótko o byciu sobą, mój blog i info o postach


Programowanie neurolingwistyczne to jeden z nurtów psychologicznych, który znalazł olbrzymi odzew w Social Media. Internet roi się od różnego rodzaju porad motywacyjnych, biznesowych, coachingów, kanałów na youtube, których modnymi ostatnio hasłami stają się głównie: "bądź sobą", "uwierz w siebie", "zaakceptuj siebie" etc. Posiadając ten stan wiedzy oraz doświadczenie jakie mam na chwilę obecną śmiało mogę stwierdzić, że każde z tych haseł jest tak skuteczne jak piwo bezalkoholowe.
Nie mniej jednak to właśnie na tego rodzaju hasłach można zarobić najwięcej. Jest tak ponieważ jest to cudowna odskocznia dla tych, którzy z jakiś powodów nie dali rady wstrzelić się w implikowany przez dzisiejsze media wizerunek "idealnej" kobiety czy "idealnego" mężczyzny. Relatywnie odnosząc się do stwierdzenia "ideał" - mam tutaj na myśli kreowanie obrazu osoby medialnej w sposób, który wydaje nam się najbardziej atrakcyjną alternatywą. Zazwyczaj bez uwzględniania rzeczywistych jej cech (gdyż głównie media bazują na sporych przekłamaniach oraz koloryzowaniu), jednak wywołując pożądany skutek - pragnienie bycia kimś innym. Z czasem stało się to już standardem, że media narzucają normy społecznościowe. Takie subiektywne wyobrażenia, które wywołują przepaść pomiędzy (przykładowo jeśli skupimy się tylko na fizyczności) realnym wyglądem a tym spreparowanym wizerunkiem - powodują zaburzenie postrzegania siebie a także mają wpływ na ocenianie innych. I odnosi się to również do postaci niekoniecznie medialnych ale nam imponujących, takich które moglibyśmy określić mianem autorytetów, z których kopiujemy wzorce postępowań i przypisujemy je sobie.
Stąd, gdy już zaczęło nam się to gryźć z naszym rzeczywistym obrazem siebie i wywoływać jedynie kolejne kompleksy - z radością wskoczyliśmy w nurt, który wydawałby się być czymś całkowicie odwrotnym. Niestety jako ignoranci nie zauważamy podstawowego błędu metodologicznego jaki wkrada się po drodze i jak bardzo teksty o byciu sobą są bezwartościowe. Przykładowo ktoś kto skrycie marzy o rozwinięciu swojej własnej działalności i zarabianiu dużych pieniędzy czy spotkaniu swojej drugiej połówki - a jest to osoba nieśmiała i/lub introwertyczna, ma raczej nikłe szanse na osiągnięcie celu będąc sobą. Osoby nieśmiałe doskonale wiedzą z jakim wysiłkiem wiąże się przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej czy rozmowa z nowo poznanym człowiekiem w sytuacji gdy jesteśmy zmuszeni zamienić kilka słów. W takim przypadku albo wykluczamy ze swojej osobowości tę cechę charakteru, która przeszkadza - co wymaga wyrzeczeń i prowadzi do zasadniczej zmiany poglądów albo porzucić swoje marzenie i nici z akceptacji siebie.
Czyli spotykamy się z paradoksem, który właściwie czyni bycie sobą niemożliwym. Jest to bardzo wygodny pogląd, który zwalnia ludzi z wszelkiej odpowiedzialności za zmianę.
Oczywiście każdy posiada prawo wyboru. Możesz pozostać taki jaki jesteś, nie wprowadzając żadnych zmian w swojej tożsamości, jednakże jeśli nie jesteś usatysfakcjonowany z rezultatów swojej działalności - nie spodziewaj się innego efektu powielając dotychczasowe wzorce postępowań. Nie dziw się, że nic nie układa się po Twojej myśli. Przecież już wybrałeś "bycie sobą", czyż nie?

Myślą przewodnią moich artykułów jest pewnego rodzaju zmobilizowanie czytających do wyjścia z trybu pasywnego i przejścia w ten aktywny, gdy przestajemy się biernie przyglądać, wychodzimy z roli ofiary i stajemy się kreacją - mamy siłę sprawczą jeśli chodzi o formowanie i planowanie naszego życia. Na celu mam wskrzeszenie iskry, otworzenie oczu na pewne aspekty Waszej osoby, które z biegiem czasu mogły nieco przygasnąć, jednak nadal są i dają o sobie znać w najmniej oczekiwanych momentach, np. poprzez nagłe wybuchy emocji lub innych odchyleniach od normy dających swój przejaw w różnego rodzaju objawach psychosomatycznych. Jeśli tak się dzieje, tzn. że problem należy przepracować, w przeciwnym wypadku nigdy się od niego nie uwolnimy. Każdy mój artykuł będzie utrzymany w podobnej konwencji, dalsze jednak będą tematyczne i bardziej konkretne niż wstęp, z przykładami z mojego własnego życia. Zamierzenie jest takie by tekst pojawiał się raz w tygodniu a tematy będą oscylować głównie w zakresie pracy nad sobą, swoimi emocjami, odnajdywania siebie i swojej wewnętrznej harmonii. Pragnę podzielić się z Wami moim doświadczeniem oraz wiedzą ponieważ uważam, że jest wartościowa i może się niejednej osobie przydać czy pomóc. A jeśli nie, to chociaż nakreślić na jakie sprawy warto zwrócić uwagę i jakie negatywne wzorce zachowań są widoczne u Was.
Wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszam również na:
https://pozazaslonaumyslu.blogspot.com
gdzie piszę opowiadania fantasy, thrillery, kryminały grubo przeplatane sarkazmem i ciętym humorem. Polecam fanom lżejszej lektury, którzy chcą umilić sobie czas chwilą dobrej rozrywki.
Życzę wspaniałego dnia i przyjemnej lektury! :)